Kategorie: 04. inspiracje


Nie marzyłam nigdy jakoś szczególnie o tym, żeby jechać na misję zagraniczną. Gdy poszłam na Akademię Zdobywców i zobaczyłam, że aby zrealizować plan praktyk, na takową misję trzeba się wybrać, pomyślałam sobie: “Ok, jakaś przygoda będzie, choć nie spieszy mi się, żeby wyjeżdżać gdziekolwiek”. Jak dowiedziałam się o tym, że w kwietniu z ramienia Duszpasterstwa Młodzieży Kościoła Zielonoświątkowego ma być organizowana druga już misja do naszych wschodnich sąsiadów to nawet się nie zastanawiałam za długo i zgłosiłam się na ten wyjazd. Gdy się zgłaszałam moją motywacją nie był już jedynie plan praktyk. Chciałam przeżyć kolejną przygodę z ludźmi i Bogiem oraz zobaczyć czy poradzę sobie na misji zagranicznej. Z niecierpliwością czekałam na decyzje dotyczące wiz, następnie samego wyjazdu. Gdy jechałam na Białoruś, nie do końca wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. Przecież nigdy wcześniej nie chciałam jechać na misję za granicę! Byłam zakochana w misjach krajowych – to one były w centrum mojego serca.

Będąc na Białorusi nauczyłam się wielu nowych rzeczy. Właściwie nie ja sama się nauczyłam, a uczyli mnie Bóg oraz ludzie, których tam spotkałam. To tam zobaczyłam wiarę i poświęcenie, jakich nie widziałam w Polsce za często. Mogliśmy usługiwać ludziom, którzy przewyższali nas doświadczeniem i wiarą. Mogliśmy oglądać owoce tego, co dzieje się, gdy człowiek poświęca całe życie Bogu, nie patrząc na własną wygodę.

Szczerze powiedziawszy zostałam tam zawstydzona. Zawstydzona otwartością, miłością, dobrocią, gościnnością, które świadczyły o tym, jak ważny jest Bóg w życiu tych ludzi. Jakże często ja zapominam o innych ludziach i skupiam się tylko na sobie… Ale dzięki temu mogłam podjąć kilka decyzji, które już zmieniły moje życie w wielu aspektach.

Pojechałam na Białoruś, by służyć, ale Bóg mnie zaskoczył. On tam uczył mnie jak służyć. Pokazywał, czym jest sedno służby dla Niego. Pokazywał, że prawdziwa służba to miłość. Że gdy robimy coś z miłości to nie męczymy się, nie tracimy chęci do służenia, że nie odczuwamy niewygód. Bo miłość wynagradza wszystko. Miłość do ludzi i do Boga.

Nie żałuję, że tam pojechałam. Zakochałam się jeszcze bardziej w Bogu, w ludziach. Pokochałam Białoruś – mam nadzieję, że będę mogła jeszcze tam wrócić:)

|||||||||||||||45%||||||||||||||||||||||||  ?

||||12%|||||||||||||||||||||||||||||||||||  ?

a może:

||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||| 100% ?

Zbliża się czas wielkich wyzwań, pracy, wysiłku i prób. Już niedługo (tak, już WIOSNA :D ) wakacje, a więc sezon misyjny. A raczej sezon misji GT, bo każdy chrześcijani swoją misję powinien prowadzić przez cały rok, w miejscu gdzie pracuje, uczy się, spędza czas.

W niedziele wróciłem z spotkania liderów GT generatora wielkopolskiego. Lista miejscowości jakie GT odwiedzi w kraju nad Wartą jest długa, kapitał ludzki jakiego potrzebujemy jest niemały a ilośc sił, zapału, motywacji, jaki musimy zgromadzić naprawdę duży. Generator rozwija się, najprawdopodobniej zaniesiemy Ewangelię do 12 miejscowości! W zeszłym roku byliśmy w czterech. Niesamowity wzrost!

Mówiliśmy trochę o wypaleniu jakie towarzyszy tak aktywnie spedzanym wakacjom. Podzielę się tutaj kilkoma myslami dotyczącymi “profilaktyce antywypaleniowej”. Porównam to do przygotowania biegacza przed mityngiem lekkoatletycznym:

1. Trening.

Każdy, kto ze sportem ma trochę więcej wspólnego niż oglądanie “małysza”, czy polskich kopaczy w telewizji , doskonale wie, że sukcesów nie buduje się inaczej niż poprzez ciężka pracę.  Odpowiedni trening nie tyko warunkuje nasze zdolności siłowe, wytrzymałość, motorykę ale takze pomaga nam uniknąć niepotrzebnych kontuzji. W treningu ważna jest powtarzalność i dobranie ćwiczeń do potrzeb. My, misjonarze musimy wykorzystać ten czas jaki mamy na odpowiedni “trening”. Musimy zacząć myśleć o misjach, żyć misjami a przede wszystki postawić misje na ołtarzu naszej modlitwy. Potrafimy tak perfekcyjnie przygotować program misyjny, zaopatrzyć się w odpowiedni image ( koszulki “giete”, “ajm a krisczyn, ask mi łaj” mile widziane) a zapominamy o tym by oddać Bogu w opiekę czas jaki chcemy poświęcić na niesienie dobrej nowiny! Zróbcie sobie cykl modlitewny, módlcię się o miasta, o ludzi, o liderów. To ważne. Ważniejsze niż to co sami mamy do zaprezentowania.

2. Dieta.

Trening musi być podparty odpowiednim odzywianiem. Do budowania mięśni potrzebne jest białko. Musimy zaopatrzyć się w taki duchowy budulec.  Pozwoli on nam przyjechać na misje pełnymi zapału i zaopatrzonych Boze obietnice , które nadal są aktualne. Polecam ks. Nehemiasza, Jozuego, II Samuelową.

3. Odpowiednie nastawienie.

W sporcie bardzo wazną role odgrywa psychika. Często ona decyduje o zwycięstwie, zmuszając ciało do maksymalnego wysiłku, nie pozwalac sie poddać zmęczeniu.

Co dla Nas powinno być najważniejsze? Świadomośc tego , ze to Bóg działa przez Nas, i to nie nasza prywatna walka, ale posłuszne wykonywanie Bożego planu, i Bożego nakazu niesienia Ewangelii. Jeśli będziemy polegać na sobie i swoich siłąch, i pojedziemy na misje z nastawieniem “ja potrafie, dam sobie rade” to szybko sie wypalimy. Przez czas pozostaly do pierwszych misji postaraj sie budowac w sobie postawe posłuszeństwa.Módl się o to, by Bóg nauczył Cię zaufania w jego zamysły. Tylko takie nastawienie ochroni nas przed typowo ludzkim wypaleniem.

Stosuj się do zasady:

” Nie pytaj o to co ty możesz zrobić dla Boga, pytaj o to co Bóg może zrobić przez Ciebie!”

Kuba Marciniak (za http://www.photoblog.pl/fishmaster)

Witajcie,

Przepraszam, że piszę tak późno, ale nie mam stałego dostępu do Internetu. Jeśli chce skorzystać z Internetu muszę jechać do miasta. Ewentualnie mogę korzystać z Internetu w telefonie, ale to też nie jest łatwe, bo musiałbym pisać do wszystkich z osobna, ale jak ktoś do mnie napisze to obiecuje, że odpisze:)

Ostatni tydzień był bardzo intensywny. Dużo rzeczy się działo, ale zacznę od początku. W środę 10.03.2010 postawiłam swoje pierwsze kroki na „czarnym lądzie”. Otrzymanie wizy wyglądało prawie jak płacenie rachunku na poczcie. Musiałam wypełnić blankiecik, zapłacić, uśmiechnąć się i sobie pójść. Na lotnisku czekał na mnie Evans (pastor młodzieżowy)i Evelin (siostra Toma). Z lotniska pojechaliśmy do miejsca, gdzie obecnie mieszkam. Mieszkam w bardzo biednej dzielnicy w Nairobi. Nairobi dzieli się na część bogatą i biedną. Ja mieszkam w tej części biednej, gdzie mieszczą się slumsy, czyli najbiedniejsze miejsca na świecie jakie można sobie wyobrazić (chociaż ciężko sobie to wyobrazić to trzeba zobaczyć). Dzielnica w której mieszkam nazywa się Lucky Summer jest bardzo biedna, ale to nie slumsy, mimo tego ciężko jest mieszkać w takim miejscu. Mieszkam u rodziców Toma i Ani (pastorstwo). Tata Toma jest Apostołem tego kościoła. Tu kościoły nie są prowadzone przez pastorów, ale przez apostołów. To oni mają największy autorytet i zajmują się prowadzeniem całego kościoła. Pastorzy są od „pasterzowania”. Prócz rodziców Toma mieszkają tu ich dwie córki, wnuczka, pastor młodzieżowy, jedna kobieta z kościoła i czasem ktoś wpada się przespać. Mieszkanie ma 4 pokoje, kuchnie, łazienkę i ubikacje, ale i tak jest to naprawdę małe mieszkanko. Ja mam ogromne szczęście bo dostałam własny pokój i nie musze go z nikim dzielić. To jak on wygląda macie na zdjęciach, które wam wysłałam. W domu jest pełno insektów zwłaszcza w kuchni bo tam jest jedzenie. Towarzysze broni zawsze obecni:)

W pierwszy dzień miałam możliwość odwiedzić kilka osób z kościoła. Nie będę opisywać jak ich mieszkania wyglądają, bo możecie sami to zobaczyć na zdjęciach, które wam wysłałam. W każdym razie mieszkają i żyją w skrajnej biedzie. Rząd nie troszczy się o biednych i im nie pomaga. Kościół robi co może, ale to i tak jest zbyt mało. Jeśli urodziłeś się biedy tak też umrzesz. Kenia jest państwem bardzo skorumpowanym. Jeśli nie masz pieniędzy i kontaktów zwyczajnie jesteś nikim. Nie ma dla ciebie przyszłości. Może są jakieś jednostki, pojedyncze osoby, które poszły na studia (które są bardzo drogie i zdobycie pieniędzy na nie graniczy z cudem) i jakoś odbiły się od dna, ale nadal to są tylko jednostki. Pierwszego dnia poznałam kobietę, której zmarła mąż. Została sama z 5 dzieci. SAMA w dosłownym tego słowa znaczeniu. Państwo takim kobietom jak ona nie pomaga. Nie obchodzi ich co się z tymi kobietami dzieje. Kobieta, którą poznałam ma 5 dzieci, musi jest wyżywić, ubrać i zapłacić czynsz za mieszkanie. Jeśli nie ma pieniędzy na zapłacenie za czynsz (ok. 40-50zł) przychodzi właściciel i wyrzuca ją na ulice. Kiedy kobieta traci męża je życie jest przekichane. Jej życie zamienia się ciągłą walkę o przetrwanie. Zwykle te kobiety łapią każdą możliwą dodatkową prace tak, aby dać dzieciom jeść i zapłacić za czynsz. Często same kładą się spać z pustym żołądkiem.

Każdego dnia widzę biedę i serce mi się kroi, że świat jest tak niesprawiedliwy, bo jedni maja wszystko a inni kompletnie nic. Jednak najbardziej dotykają mnie właśnie te wdowy. Cały czas mam w sercu werset, który mówi, abyśmy się troszczyli o wdowy i sieroty, a teraz widzę dlaczego to jest tak ważne. Same sobie nie dadzą rade. Najtrudniejsze dla mnie są wizyty u ludzi mieszkających w slumsach. Strasznie ciężko jest patrzeć na to jak oni żyją. Jednak, mimo warunków w jakich przyszło im żyją są wierni Bogu, ufają mu każdego dnia. Ci ludzie są dla mnie ogromnym zachęceniem.

Kościół prowadzi także szkołę dla dzieciaków. Od środy mam im tam pomagać. Jeszcze nie wiemy dokładnie co będę robić, ale to okaże się pewnie w środę. (tu nic się wcześniej nie planuje, a kiedy pytam ile coś będzie trwać zawsze otrzymuję odpowiedź: nie wiem, zobaczymy). Szkoła dla dzieci jest często jedyną szansą na zjedzenie posiłku, bo gdy jak wracają do domu to nie ma co jeść. Szkoły państwowe bardzo często nie mają przeszkolonej i dobrze wykwalifikowanej kadry, wiec jeśli rodzice mają szanse posłać dziecko do prywatnej szkoły to tak robią. Przynajmniej się czegoś nauczy.

Najwięcej czasu spędzam z młodzieżą. To wspaniali młodzi ludzie. W środy mamy spotkania młodzieżowe, a wzeszła niedziele było ogólnozborowe spotkanie młodzieżowe. Dlatego też poranne nabożeństwo trwało tylko 4 h. Spotkanie młodzieżowe rozpoczęło się o 14, a skończyło się o 20. Mimo, że trwało to tak długo, był to naprawdę dobry czas. Bóg błogosławił i dotykał serc, a ja miałam przywilej dzielić się słowem.

Jestem tu już prawie tydzień, a to co widzę zaskakuję mnie każdego dnia coraz bardziej. Mino tego, że ci ludzie są biedni i nie mają nic to kochają Boga i są mu wdzięczni, że mogli go poznać. Dla mnie ci ludzie są ogromnym zbudowaniem. Może nie mają nic, ale mają coś więcej niż ten świat. Mają Boga za którym pragną kroczyć każdego dnia. Mają miłość, radość i pokój, której nikt nie jest wstanie im odebrać. Są wdzięczni za każdy nowy dzień, który daję im Pan i nie ważne jak ciężkie mają życie. Cieszą się z tego co mają. Jest im ciężko, ale się nie poddają. Nie ma znaczenia gdzie mieszkasz, co robić, gdzie pracujesz, co w życiu osiągnąłeś życie nie jest łatwe. Nie jest łatwe w Afryce i nie jest łatwe w Polsce. Wszędzie będą pojawiać się problemy, ale tylko od nas zależy, czy poddamy się czy wytrwamy do końca.

Troszeczkę się rozpisałam mam nadzieje, że nie zanudziłam was tą wiadomością. Nie wiem kiedy wyślę następną. To będzie zależało od tego kiedy będę mogła znów pojechać do miasta, ale pewnie będzie to dopiero w przyszłym tygodniu.

Dziękuję wam za modlitwy i wsparcie. To jest dla mnie bardzo ważne. Trwajcie w modlitwie o mnie.

Niech Bóg was błogosławi.

Milena Makuch

Silnik WordPress. Theme: Motion by tmw.