inspiracje misyjne

HELLOU!

28 października 2006

To, co wydarzyło się w ostatnim czasie w moim życiu to nic innego jak wielkie Boże błogosławieństwo, które jest odpowiedzią na postawę 100%-owej ufności Stwórcy! Jak niektórzy wiedzą, czas wakacji to najbardziej pracowity okres w życiu misjonarza. Kampania misyjna ciągnie się przez kilka tygodni, do tego dochodzą imprezy bonusowe typu: zlot czy seminarium. W rezultacie, każdy, kto przeżył taki proces jest z lekka zmęczony, a tańca belgijskiego będzie miał dość do następnego roku. Podobnie było u mnie. Dwa pierwsze uziemione tygodnie ze skręconym kikutem, pozwoliły zgromadzić potencjał oraz siły do spędzenia kolejnych niesamowitych (WYJĄTKOWYCH) wakacji pod banderą GT. Zaczynając od zlotu, a kończąc na ostatniej misji w Suszu, kolejny raz miałem okazję doświadczyć Bożego prowadzenia, cudownego działania oraz relacji z Przyjaciółmi, dla których życie jest czymś więcej niż STANDARD.
Ten czas był dla mnie szczególny pod jeszcze jednym względem. Wakacje 2006 to finisz mojego informatycznego licencjonowania, a zarazem przeprowadzka do Gdańska (przyczyna jest chyba wszystkim znana :). Świadomość tak napiętego czasu, oraz myśl o organizacji nowego bytowania w nowym miejscu, budziła we mnie niepewność oraz pytania typu: Jak to będzie? Kiedy znajdę pracę? Skąd wezmę pieniądze na studia, stancję, życie…? Podsycany napomnieniami niektórych osób, że moje miejsce na czas wakacji to nie misja lecz Gdańsk, buntowałem się jednak i mówiłem: Jeśli to mają być moje ostatnie wakacje to chcę je wykorzystać na MAXA dla Boga… Pamiętam wtedy, że Bóg mocno przemówił do mnie fragmentem z Ks. Malachiasza: Przynieście całą dziesięcinę do spichlerza, aby był zapas w moim domu, i w ten sposób wystawcie mnie na próbę! - mówi Pan Zastępów - czy wam nie otworzę okien niebieskich i nie wyleję na was błogosławieństwa ponad miarę.
Racjonalizm, dużej części moich znajomych, którzy wyjechali za lepszą monetą, zderzył się kolejny raz z Bożym planem zaopatrzenia dla mojego życia. Zrozumiałem, że troszcząc się o Boże sprawy, mogę liczyć na Jego błogosławieństwo – i w myśl wspomnianego fragmentu, przyniosłem Bogu całe wakacje wierząc, że On otworzy niebieskie okna błogosławieństwa. Zaryzykowałem, zapominając o wszystkich obowiązkach, szukaniu pracy, stancji…, spakowałem się i tyle mnie widzieli. Tydzień za tygodniem, czas wakacji mijał w szybkim tempie, ciśnienie rosło. Czym bliżej października, tym więcej wątpliwości. Stawiając wszystko na jedną kartę do domu wróciłem na początku września, okazało się wtedy, że zostałem przyjęty na studia uzupełniające do Olsztyna. Myślałem: no to studia już mam zaklepane, jeszcze tylko lokum i jakaś praca żeby na to wszystko zarobić. Miałem niecały miesiąc. Wycieńczony aktywnym czasem, markotnie zabrałem się za wysyłanie CV po gdańskich firmach. Efekty nie były zachęcające. Znużony brakiem reakcji moich potencjalnych pracodawców, zacząłem szukać innych sposobów na robotę. Tu z pomocą przyszło znane chyba już wszystkim Gadu-Dziadu. Zaczepiając przypadkowych ludzi z Gdańska pytałem czy przypadkiem w ich firmach nie poszukują pracownika. W dwa dni zaczepiłem ok. 300 osób, z których dwie osoby zaprosiły mnie na rozmowy kwalifikacyjne. Zaczęło robić się ciekawie.. I tak o to tym sposobem jedna z tych rozmów okazała się strzałem w dziesiątkę.
Praca informatyka w dużej rozwijającej się firmie dla świeżego absolwenta 3-letniej prywatnej szkoły wyższej była dla mnie najświetniejszym rozwiązaniem. Praca więc już jest (jak to wszystko szybko i ładnie), teraz trzeba było znaleźć tylko stancję i szafa gra! I tu znów Bóg wszystko zaplanował, od listopada zamieszkam na plebanii KZ na Menonitów, a do tego czasu zatrzymałem się u mojego przyjaciela, który umożliwia mi przekoczowanie tego miesiąca w jego wypasionej kawalerce. Mało tego samochód też się znalazł.. Normalnie Kanada! Moja Omega nie odejdzie w zapomnienie…
Mógłbym tak pisać i pisać, aby pokazać Wam, przyjaciele i znajomi, że Bóg jest wielki i troszczy się o nasze sprawy, gdy my troszczymy się o Jego rzeczy. Ostatnio mocno tego doświadczam, a to jeszcze bardziej mobilizuje mnie do tego by żyć dla Jezusa na 100%. Nie boję się przyszłości, cokolwiek się stanie.. Bóg jest ze mną! Chciałbym aby to świadectwo zainspirowało Was do odważnych kroków za Bogiem, odważnych decyzji, czasem może i hardcorowych, ale płynących z serca.. Pamiętajcie, że Bóg patrzy na serce człowieka, bo z serca tryska źródło życia. Jako młodzi ludzie mamy Boży potencjał, który często jest skryty w gąszczu codziennych spraw, problemów. Sztuką jest, aby to zmienić i ukryć sprawy, sprawki i problemy w gąszczu Bożej troski. Stanąć w wyłomie i pokazać młodzieży (nie tylko ze świata), że MOŻNA ŻYĆ INACZEJ!!! Można! Zmieniajmy standardy. Nasze oraz naszych przyjaciół, znajomych i nieznajomych. Polski sztandar głosi: BÓG, HONOR, OJCZYZNA.. Pamiętajmy o tym.

dodał: Daniel Różański

MARTA

22 października 2006

Kiedy patrzę na moje życie kilka lat temu, nie wyobrażam sobie, że teraz mogłabym tak żyć... Tak bardzo Bóg mnie zmienił, ukształtował mój charakter i zrobił ze mnie naczynie, którego używa. Tak bardzo jestem Bogu wdzięczna za to, że urodziłam się w takiej rodzinie, a nie innej, że poznałam złych ludzi i dobrych, że zaznałam w życiu wiele cierpienia i radości, ale te wszystkie rzeczy doprowadziły mnie do Niego i za to jestem najbardziej wdzięczna.
W swoim życiu zboczyłam bardzo z tej właściwej ścieżki i wpadłam w wielki dołek, z którego sama nie potrafiłam się wydostać ani nikt inny nie mógł mi w tym pomóc. Byłam zamknięta w sobie ze swoimi problemami, które we mnie aż krzyczały i rozdzierały mnie na tysiące części. Doszłam do takiego momentu że nie chciałam już żyć i próbowałam robić kilka rzeczy w tym kierunku, ale na szczęście Pan mnie uchronił od śmierci bo miał dla mnie plan... Kto wie, gdybym na początku nie wybrała tej drogi, może wszystko ułożyłoby się zupełnie inaczej, może nie poznałabym wtedy wielkiej miłości Bożej, może to było zaplanowane przez samego Boga... Teraz wiem, że to wszystko co przeżyłam w swoim życiu, te wszystkie doświadczenia jakie na mnie spadły zaprowadziły mnie do Boga, który dał mi pomoc i niesamowitą miłość, który wypełnił moją pustkę, zabrał te wszystkie problemy i wziął je na siebie. Bóg stał się dla mnie tatusiem, do którego zawsze mogę przyjść, w każdej sprawie, tatusiem, którego nigdy nie miałam i wiecie to jest wspaniałe. Teraz naprawdę czuję że żyję! I dziękuję każdego dnia za to, że postawił mi na drodze tak wspaniałych ludzi jak wy wszyscy, że mogłam wyjeżdżać z wami na misje i dzielić się z innymi tym, co przeżyłam. Kocham was:)

dodała: Marta Piechocińska

PO WAKACJACH

18 listopada 2006

Boże zasady dotyczące funkcjonowania rzeczywistości, w której żyjemy, są bardzo jasne i proste. Biblia przedstawia je w wyczerpujący sposób. Stosowanie tych zasad bądź ich lekceważenie pociąga za sobą określone skutki.
W jednej z miejscowości, gdzie jako GT prowadziliśmy misję, stałem wieczorem na boisku modląc się. Kilkadziesiąt metrów dalej ktoś właśnie kończył klub młodzieżowy, opowiadając z pasją o fenomenie życia z Jezusem...
Po raz kolejny przyszła wtedy świadomość - to musi wydać owoc! To musi zmienić ten kraj! Nie wiem, czy decyzje kilku osób z tej wioski, by powierzyć swe życie Jezusowi, będą miały na to bezpośredni wpływ - być może nie. Wiem jednak, że kiedy grupka młodych, Bożych zapaleńców staje w kolejnej miejscowości i ogłasza Boże Królestwo, w duchowej rzeczywistości dzieje się bardzo wiele.
Odczułem wtedy, że nad tym miejscem, gdzie ludzie od pokoleń żyją w krainie i cieniu śmierci, otwiera się niebo! Pomyślałem wtedy o wielu innych miejscach w tym kraju, gdzie tego lata głoszona była Ewangelia. Tylko Misja Polska i generacja t. w lipcu i sierpniu przeprowadziły akcje misyjne w ponad 70 miejscowościach. Wszędzie tam rozbłysło Boże światło, bo tak właśnie działa głoszona z mocą Ewangelia. Chmury się rwą, przychodzi Boże Królestwo... do każdego zakątka tego kraju!

dodał: Krzysztof Matuszewski

BAJKA

24 czerwca 2006

Zbudowałem dom. lecz nie było nikogo, kto mógłby tam zamieszkać...
Wiele lat stał pusty i samotny na wzgórzu, a ja nie wiedziałem juz kim jestem... Coś jednak się stało, ktoś zaczął niespodziewanie pukać. Byłem zaskoczony, radosny, lecz pełen obaw, co do tego, kto to mógł być... Podbiegłem by otworzyć... i stanąłem jak wryty, bo to była MIŁOŚĆ, POKÓJ, PEŁNIA i RADOŚĆ, a wszystkie one złożyły się na imię Jezus...
Zapytał czy może wejść i zamieszkać. Odpowiedziałem z radością - Tak!
I od tej pory mój szary, smutny i pusty dom zaczął się zmieniać...

dodała: Agnieszka

MOJE ŻYCIE

24 czerwca 2006

Idę przez życie w ciągłym biegu i pośpiechu... Nie zdając sobie tak naprawdę sprawy jak wiele uczynił dla mnie Bóg. Wpatrzona jestem we własne problemy, zmartwienia, smutki, a tak często zapominam, że istnieje taki ktoś jak BÓG- Król żywy, realny, prawdziwy. Bardzo często sięgam po pomoc do ludzi, a przecież Bóg zna mój problem najlepiej.
Szkoła, praca, dom, rodzina... Czemu to oddziela nas od życia duchowego? Ja znam odpowiedź na to pytanie. Pokładamy wszystko we własne możliwości i we własną siłę, a przecież Bóg sam powiedział: ...Pokładajmy wszystkie swoje troski w Bogu, a całe Twoje życie stanie się prostsze.
Kiedy zawsze wieczorem siedzę w oknie i oglądam gwiazdy, niebo, przyrodę. Kiedy jestem zmęczona całym dniem rozmyślam co takiego kryje w sobie niebo, gwiazdy, szumiące drzewa, latające wysoko ptaki... Rozmawiam wtedy z Bogiem i słucham tego czego On pragnie mi powiedzieć. W tym momencie jestem dumna, że mam Boga. On mnie nigdy nie zawodzi.
Spoglądając tak na świat jest głuchy i zarozumiały. Ludzie ślepo patrzą na życie... Używają wulgaryzmów, przemocy i kłamstwa, a zapominają o tym co ma być po ich monotonnym życiu. Nie zdają sobie sprawy po co są na Ziemi! Dziś mogę się radować, że nie należę do tego grona ludzi, którzy nie znają Boga, jego prawdziwej miłości.
Ja nigdy nie paliłam, nie ćpałam, nie piłam i właśnie dziś to jest moim świadectwem, że przy Bogu nawet o tym nie myślimy. To Bóg mnie od tego uchronił i wierzę, że tak już pozostanie. Nic innego nie potrzebuję tylko chcę, aby On był blisko mnie.
Dziękuję Mu za moich przyjaciół, których bardzo kocham. To właśnie Bóg nauczył mnie kochać, szanować i być blisko człowieka, który Cię potrzebuję, bo to Bóg mnie stworzył i to dzięki niemu tu dziś stoję!
Moje serce zawsze będzie gorące i otwarte na Jego działanie. Każdy z Was może stać się Dzieckiem Bożym. Wystarczy tylko, że Mu zaufasz i uwierzysz w Jego istnienie, a dalej to On sam Cię poprowadzi, bo Bóg kocha każdego tą samą miłością. Szanuje mnie i Ciebie w ten sam sposób... Pan powiedział: Mądrość jest lepsza, niż zbroja, lecz jeden grzesznik może popsuć wiele dobrego. Kierujmy się mądrością w życiu nie idźmy za głupotą, bo nasze życie stanie się walką, a ta walka okaże się przegraną...
Chcę Wam tylko powiedzieć już tak na koniec, że Bóg potrafi kochać tak wielką miłością jakiej żaden człowiek nie pojmie. I fakt faktem, że nasze życie to jeden wielki bieg mój w szczególności to musimy pamiętać o tym, aby pokładać nasz smutek lub radość w Bogu. Zapewnieam Was, że On nigdy nie zawiedzie mnie jak i Ciebie. Możę tylko wypróbować waszą wiarę, ale niech Wasza wiara stanie się poteżniejsza. Pan sam powiedział: Wytrwałość zaś niech prowadzi do dzieła doskonałego, abyście byli doskonali i nienaganni, nie mająych żadnych braków.

dodała: karo

MODLITWA

20 czerwca 2006

Każdego dnia myślę o Tobie i o twych wspaniałych dziełach. Jesteś dla mnie wszystkim co mam. Przestrzenia, w której jestem otoczona Twoja wielka miłością. Ojcze, tak bardzo Cię kocham za wszystko co mi dałeś. Dziękuję Ci, że z pośród tak wielkiego tłumu podałeś mi rękę! Twe drogi są najlepsze, otwarte dla wszystkich. Za to chcę Cię uwielbiać i Ci dziękować z całego mojego serca. To co mam, oddaje Tobie-moją miłość, nadzieje i wiarę. To wszystko pokładam w Tobie. Mój kochany Zbawicielu dzięki Twojej strasznej męce, mogę dziś Cię uwielbiać i z Tobą rozmawiać. Nauczyłeś mnie płakać, uśmiechać się, smucić i nadal uczysz mnie kochać ... Nauczyłeś mnie być sobą i pokochałeś mnie taka jaką jestem... Dzięki Twej łasce jestem w gronie szczęśliwych... Moje życie płynie w ciągłym biegu i pośpiechu, ale mimo wszystko nie przestanę Cię kochać! Moje serce zawsze będzie otwarte na działanie Twojego Ducha.

dodała: karo

SEN

28 maja 2006

Pewnej nocy człowiek miał sen. Śnił, że szedł wzdłuż plaży z Panem. Na niebie nad nim rozpościerały się sceny z jego życia. A na piasku przed nim zauważał ślady dwóch par stóp, które towarzyszyły każdej oglądanej sytuacji: były to ślady jego własnych stóp i ślady Pana. Kiedy ostatnia scena z życia wyświetliła się i znikła, spojrzał wstecz na ślady na piasku. I wtedy spostrzegł, że wiele razy na ścieżce swego życia widział tylko ślady stóp jednej osoby. Zwrócił uwagę na to, że tak zdarzało się zawsze podczas najsmutniejszych i najcięższych chwilach jego życia. To go naprawdę zastanowiło i zapytał o to Pana.
Panie, Ty mi kiedyś powiedziałeś, że jeśli zdecyduję się za Tobą podążać, całą drogę będziesz mi towarzyszył. Ale zauważyłem, że podczas trudnych momentów w moim życiu na piasku pozostają ślady tylko jednej pary stóp. Nie rozumiem, dlaczego gdy Cię najbardziej potrzebowałem, Ty mnie zostawiałeś.
A Pan odpowiedział:
Moje drogie, ukochane dziecko, kocham Cię i nigdy bym Cię nie zostawił.W czasach prób i cierpienia - tam, gdzie ty dostrzegasz ślady tylko jednej pary stóp-wtedy ja Ciebie niosłem w mych ramionach.

dodał: Samuel Szymaniuk

MAIL OD PRZYJACIELA...

28 maja 2006

Myślę, ze codziennośc zawsze i u każdego (!) jest bardzo podobna. Wiesz, myślę, że codziennością na Morzu Galilejskim było to, że ludzie plywali po nim łódkami. Normalne. Ale któregoś dnia ktoś podjął decyzję przez wiarę (na podstawie Slowa), że będzie szedł po wodzie. To było DZIEŁO WIARY. Czy tak już było zawsze? Czy od tej pory ludzie po tym Morzu chodzili, a nie pływali? Czy Piotr już nigdy nie wsiadł do łodzi, bo sobie tylko chodził po wodzie?
Codziennością było to, że rybacy łowili całymi dniami i nocami i różnie to bywało z tym połowem. Ale któregoś dnia ktoś przez wiarę (na podstawie Słowa) zarzucił sieci i wyciągnął tyle ryb, że się 2 łodzie zanurzały. To było DZIEŁO WIARY. Czy tak już było zawsze? Nie... bo wtedy stałoby się to codziennością, na którą Piotr pewnie by narzekał.
A manna, przepiórki na pustyni? Niesamowite Boże działanie... ale po jakimś czasie to stało się codziennością i powodem do narzekania.

Jaka jest Twoja codzienność? Jesteś od kilku lat zbawionym człowiekiem! Gdy ty zmagasz się z codziennością, Jezus przygotowuje CODZIENNIE dla Ciebie miejsce w niebie. On CODZIENNIE wstawia się za Tobą u Ojca, On CODZIENNIE przebacza Twoje grzechy, CODZIENNIE Cię wzmacnia, karmi, posila. Musisz pracować, troszczyć się o rodzinę, robić zakupy, płacić rachunki, odkurzać... To jest ta manna - wielu marzy o takim życiu, jakie Ty masz!!!
Ty masz wszystko! Masz JEZUSA!

Taka codziennośc będzie zawsze - pogódź się z tym! To jedno, co możesz jednak zrobić, to podejmować kolejne i kolejne dzieła wiary (na podstawie Słowa)- może to będzie przygotowanie, poprowadzenie misji, może pomoc komuś, może wręczenie komuś 10 zł, może głoszenie komuś Ewangelii...
Niech Pan Cię używa jak i kiedy chce! To On działa, a nas używa (jak te naczynie, nawet te do zaszczytnych celów-użyje w odpowiednim czasie,w odpowiedni sposób).

Codziennośc się toczy i od niej nie uciekniesz, a ona studzi naszą pasję. Podejmij choćby teraz jakąś decyzję, podejmij Boże wyzwanie, pozwól Panu użyć Cię w czymś... Misje?, wyjazdy?, telefon do kogoś, kto potrzebuje zachęty?........ Wtedy dzieją się cuda!
2 Tes 1,11-12

dodał: Tomasz Wróblewski

WAKACJE...

10 maja 2006

Wakacje coraz bliżej, więc dla nas gorący czas i zwieńczenie całorocznej pracy. MISJE! Z jedej strony nie mogę się doczekać i jestem podekscytowany tym, co Bóg będzie czynił, z drugiej odczuwam coraz większą duchową presję i sprzeciw diabelski. Proszę, módlmy się o siebie nawzajem! Bóg jest wielki - gdy będziemy wierni do końca, zobaczymy tę wielkość, doświadczymy jej my i ludzie, do których Pan nas posyła!

Skala działań jest naprawdę duża i zaczynamy dochodzić (tak mi się zdaje) do jakichś granic zasobów młodzieży, liderów - przynajmniej na ten czas. Mnóstwo młodzieży, liderów wyjeżdża za granicę:(((

Jakoś tak wraca do mnie Słowo o Gedeonie - najpierw, jak zadął w trąbę (Sdz 6,34-35), zebrało się przy nim wielu ludzi z całego kraju (ponad 32 tys!).
Swego czasu (o czym już chyba kiedyś Wam pisałem) odebralem to Słowo osobiście do siebie jako zachętę do "trąbienia" i zbierania wojowników. Duch Pański był wtedy z Gedeonem! Ale ostatecznie ta bitwa, do której zwołał tak wielu ludzi, dokonała się jedynie z 300 wojownikami! I to w jaki sposób? - po prostu trąbili (7,19-22), a Bóg czynił swoje!

Nie wiem, ilu ludzi wyruszy z nami w te wakacje, żeby walczyć, ale wiem jedno: 1 Sam 14,6! Trochę żałuję, że nie wyjdzie (chyba) 30 miejscowości, ale wierzę, że to, co Bóg da nam dokonać, będzie miało potężne znaczenie w duchowej rzeczywistości w tym kraju!

Trzymajcie się. Niech was Pan prowadzi!

dodał: Krzysztof Matuszewski